sobota, 19 kwietnia 2014

Ciąg dalszy I, 2

     
      W pociągu cały czas myślałem, o tej nieznanej, ale przez ostatnią, noc bliskiej mi osobie. Nawet stworzyłem teorię na jej temat (Nobel!): Po prostu chcała, żebym o niej myślał, chciała być w pamięci, chciała być dla kogoś jakąś znaczącą osobą. Cholera, udało jej się. Tylko pytanie czy robi tak ze wszystkim swoimi pacjentami. A może jestem wyjątkowy. Jakoś nagle, poprawił mi się humor. Wyjąłem kanapki przygotowane przez mamę i zacząłem je jeś jedna, po drugiej. W słuchawkach towarzyszyła mi melodia Arcitc Monkeys, a ja nim się obejrzałem byłem w Eagle Spa. 
     Na miejscu moja mała, moim zdaniem, chora umysłowo ciotka Bert wycałowała mi każdy centymetr mojej twarzy, a ja nieszczerze się do niej uśmiechnąłem. Jakoś wolałem, żeby to robił ktoś inny (Carol?) niż ta blada, niewielka istota z krótkimi, kręconymi blond włosami i wielkimi zmarszczkami.
- Daniel, ja się tu tobą dobrze zajmę! - powiedziała klepając mnie po ramieniu. - Ty taki wychodzony, dokarmimy cię!
     Nie wątpiłem w to.
     W sumie przydzieliła mi bardzo fajny pokój, duży z szarymi ścianami, przestronny - takie lubiłem najbardziej. Poszedłem zwiedzać zakamarki jej imperium. W ogóle jej dom znajdował się w za bardzo zielonej i radosnej okolicy. Za dużo szczęsliwych ludzi robiących grila, za dużo kwiatów, za dużo świeżego powietrza, jak na mnie i jak na miasto.
     Na końcu korytarza znajdowały się białe drzwi, zamknięte. Bardzo mnie ciekawiły. Nie umiem tego kontrolować, ciekawości, więc pokryjomu otworzyłem je i zapaliłem światło. Oto stałem w drzwiach różowego (obrzydliwie różowego) pokoiku jej zaginonej córki. Tak, moja niepozorna ciocia Bera miała córkę. (Jeszcze większe zdziwienie, że miała męża). Jakieś 3 lata temu poprostu zniknęła. Nie wiadomo co się z nią stało. Albo coś na prawdę złego, albo poprostu uciekła, co zdaniem ciotki było niemożliwe, ale moim całkiem prawdopodobne. Tak czy owak, to była obsesja. Pokój był nietknięty, za pewne taki jakim go zostawiła lub musiała zostawić. Porozwalane ciuchy: jeansy leżące na krześle, stanik(bardzo fajny) wisiał na lampie, a zeszyty ze szkoły rozwalone były po całym łóżku. Moja mina była zapewne bardzo niewyjściowa, bo jak z nigo wyszedłem ciocia Berta odrazu wiedziała o co chodzi. Ja byłem odrobinę zdziwiony, odrobinę przerażony, odrobinę mi się chciało z niej śmiać.
- Nie myśl sobie, że nie tęsknię za moją Izabelcią - zaczerwieniły i zaszkliły się jej oczy - Ona na pewno gdzieś jest, na pewno żyję. Przecież nie odeszła ode mnie od tak. Ktoś coś jej zrobił, ale tak na prawdę jeszcze żyje, może w innym kraju...
     Nie odpowiedziałem nic. Jadłem zupę, która mi została podana.
- Ja ją tak strasznię kocham.. Moja Izunia... - Bera zaczęła płakać, a ja nie wiedziałem co zrobić.
      I niech mi ktoś teraz powie, że ten wyjazd ma mi zrobić dobrze...




     Po obiedzie został mi przedstawiony dokładny zarys dnia: Wstaję, a że są wakacje to bardzo późno, ciocia Bera jest w pracy. Mam odrobinę wolnego. Potem odgrzewam sobie obiad i go jem. Odrobina wolnego. Ciotka przychodzi z pracy pod wieczór i jak to ona ujęła, będzie czas na 'bardzo słodko spędzony czas'.
     Dziś z okazji mojego przyjazdu ostatni punkt zotał ominięty i mogłem sam, spokojnie wyjść na spacer po Eagle Spa.
     Latarnie już były zapalone, było cudownie ciemno. Byłem ubrany na czarno oraz miałem kaptur na głowie. Nikt mnie nie mógł zauważyć. Choć jednak...
Wszedłem w jedną z małych uliczek i szedłem nią tak długo, aż na końcu nie znalazłem dość sporego placu zabaw za któryym rozciągało się również dość spore osiedle. Usiadłem na jednej z ławek i w tym samym momencie zadzownił do mnie telefon. Tak wiem, że w sumie nie jest mi on potrzebny, bo nie mam przyjaciół i nie mam z kim przez niego rozmawiać ale rok temu wymusiłem kupienie mi go na mamie. Szantażowałem ją tym, że pokaże jej kochasiowi jej zdjęcia z młodości, które zabrałem przed wyniesieniem wszystkich innych na strych, by nie zostały nikomu innemu pokazane. Mama się oczywiście przeraziła, bo jej fryzura, mówiąc łagodnie, nie była najlepsza, a ciuchy - jeszcze gorsze. W ten sposób dostałem nie najnowszą, ale fajną Nokie. Telefon dzwonił, byłem pewien że to właśnie mama, ale gdy zerknąłem na ekran numer był zastrzeżony(co wykluczało moją rodzicielkę). Po chwili zastanowienia odebrałem.
- Cześć - odezwał się damski głos - To ja, dziewczyna ze szpitala.
- Skąd masz mój numer?
- Nie cieszysz się, że dzwonię? - zaśmiała się
- A no cześć - wreszcie się przywitałem. I pomyślałem, że zapewne ma go od moich rodziców lub z danych karty pacjenta.
- Nie pożegnałeś się nawet
- A ty nie przedstawiłaś...
      5 minutowa cisza.
- Nie sądzisz, że to było .. hmm.. dziwne? - wkońcu przerwałem milczenie.
- Zdawałeś mi się taki bezbronny, uroczo przestraszony.. - zaczęła mówić - mi się podobało.
     Zacząłem się pocić. Dobrze, że mnie nie widziała.
- Mi też.
- Mogę do Ciebie dzownić? - zapytała.
- Pewnie, ale podaj mi numer, bo masz zastrzeżony - odparłem - wyślij sms'em.
- Nie.. Ja do Ciebie, nie ty do mnie..
- Przecież podobało ci sie..
Nagle podbiegł do mnie mały chłopczyk. Wyglądał na 7 lat i tyle też, jak się później okazało miał.
- Co się podobało - usiadł koło mnie na ławce i usmiechnął się. Nie miał dwóch jedynek.
    W tej chwili dziewczyna się rozłączała.
-Kurwa - sykłem i spojrzałem na telefon.
- Nie ładnie przeklinać - znów się uśmiechnął.
- Nie ładnie być w tym wieku o tej godzinie samemu na dworze - spojrzałem na niego.
- Mój braciszek Leo jest 4 lata młodszy, a też tu jest. To dopiero wyczyn
- A gdzie wasza mama?
- Z tatą.
- Czemu nie jesteście z nimi?
- Bo tatuś nie chciał.
Nie wiedziałem co powiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz