I
Powli zsuwałem swoją dłoń wzdłuż torsu. Dotykałem każdej nowej rany, niektóre z nich były na prawde głębokie i długie, a zaschnięta krew zdawała się być wszędzie. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało kilka godzin temu, a może mogłem, ale najzwyczajniej nie chciałem. Oderwałem palce od skóry i przyłożyłem je do lustra, które stało naprzeciw mnie. Tak to ja, Daniel. Może troche okaleczony, ale przynajmniej nadal jestem. Właśnie dotknąłem swojego odbitego oka gdy weszli równym krokiem, takim krokiem, który zapowiada niemiłe sytuacje mama, ojczym, doktor i pielęgniarka. Ta ostatnia osoba jakoś najbardziej przypadła mi do gustu. Wróciłem do łóżka, usiadłem na nim,a sekunde później cała reszta znalazła się magicznym sposobem obok mnie. Lekarz, starszy, siwy człowiek o poważnych rysach twarzy i karłowatej posturze ciała spojrzał na mnie. Nie był to ani dobry, ani zły wzrok. Chyba jako jedyny mnie nie osądzał.
- Powiesz nam ile? - zpytał.
- Chyba 57 - odpowiedziałem i odwróciłem wzrok, by nie widzieć reakcji rodziców, ale za to zobaczyłem moją blond ulubioną osobę w tej sali, uśmiechnęła się do mnie miło.
- Chyba pobiłeś wszystkich moich pacjentów, rekord - uniósł kącik ust i zdjął wielkie okulary z czubka nosa.
- Zdarza mi się byc w czymś lepszy niż inni, a acodinki to nienajgorsza konkurencja.
- Śmieszy cię to? - nie wytrzymała mama.
Ojczym stał dokładnie za nią i zacisnął dłoń na jej nadgarstu.
Jak dobrze by było gdyby był tu mój prawdziwy ojciec. Nie, nie ojciec - tata. Tak go sobie wyobrażałem, czułego, wyrozumiałego człowieka o męskich, ale ciepłych oczach i uśmiechu, który był moim uśmiechem. Czasami rozmawiałem z nim, tak na niby. Przecież to normalne, każdy rozmawia z ojcem, tylko szkoda, że mój widniał tylko i wyłącznie w moich myślach. Mama nie powiedziała mi o nim nic, powiedziała, żebym nie pytał. Może poprostu był inną osobą niż chciałem. Nigdzie nie słyszłałem o nim słowa, a mówi się zazwyczaj o dobrych ludziach, tych innych ludzie wolą wymazywać z pamięci i nie znać.
- Będzie się goić dość wolno, rany są dość głębokie. Nie powiem, że nie, ale siłę w dłoniach masz - uśmiechnął się - Jutro możesz wracać do domu.
Kiwnąłem głową i zostałęm sam z rodzicami.
- Jedziesz jutro do cioci do Eagle Spa - oznajmiła mama, która nawet nie podeszła do mnie ani kroku bliżej.
- Ale... Co ty powiedziałaś? - krzynąłem - Powiedz, że się chcesz mnie pozbyć, no powiedz mi to prosto w twarz!
- Jak ty się zwracasz do matki? - przerwał mój wrzask ojczym.
Nie lubiłem go. Niszczył wszystko. Poprzez moje relacje z mamą do moich relacji samych z sobą. Był wysoki, dość potężny. Czarne dłuże włosy sprawiały, że każda mijająca go kobieta zawieszała na nim wzrok. Mamie sie to podobało.
- Nie odzywaj się do mnie - odpyskowałem mu.
- Słuchaj Daniel, jesteś prawie dorosły, a to co robisz... Musisz przemyśleć wiele rzeczy, nie sądzisz? - odważyła się do mnie podejść i powiedzieć całkiem łągodnym głosem mama.
- Na pewno wizyta u psychicznej ciotki mi pomoże - odwróciłem się i położyłem plecami do nich.
Usłyszałem tylko lekki parsknięcie człowieka, który zmienił moją matkę i jej szept. Jak bardzo ludzie wpływają na innych ludzi. A niby każdy uważa się za takiego asertywnego. Gówno prawda. Każdy idzie za czymś, a najgorsze jest to, że idzie za czymś, co go tak na prawdę pogrąża.
Zamknąłem oczy. Po policzakch zaczęły mi spływać łyz. Czułem się taki samotny.
- Powiesz nam ile? - zpytał.
- Chyba 57 - odpowiedziałem i odwróciłem wzrok, by nie widzieć reakcji rodziców, ale za to zobaczyłem moją blond ulubioną osobę w tej sali, uśmiechnęła się do mnie miło.
- Chyba pobiłeś wszystkich moich pacjentów, rekord - uniósł kącik ust i zdjął wielkie okulary z czubka nosa.
- Zdarza mi się byc w czymś lepszy niż inni, a acodinki to nienajgorsza konkurencja.
- Śmieszy cię to? - nie wytrzymała mama.
Ojczym stał dokładnie za nią i zacisnął dłoń na jej nadgarstu.
Jak dobrze by było gdyby był tu mój prawdziwy ojciec. Nie, nie ojciec - tata. Tak go sobie wyobrażałem, czułego, wyrozumiałego człowieka o męskich, ale ciepłych oczach i uśmiechu, który był moim uśmiechem. Czasami rozmawiałem z nim, tak na niby. Przecież to normalne, każdy rozmawia z ojcem, tylko szkoda, że mój widniał tylko i wyłącznie w moich myślach. Mama nie powiedziała mi o nim nic, powiedziała, żebym nie pytał. Może poprostu był inną osobą niż chciałem. Nigdzie nie słyszłałem o nim słowa, a mówi się zazwyczaj o dobrych ludziach, tych innych ludzie wolą wymazywać z pamięci i nie znać.
- Będzie się goić dość wolno, rany są dość głębokie. Nie powiem, że nie, ale siłę w dłoniach masz - uśmiechnął się - Jutro możesz wracać do domu.
Kiwnąłem głową i zostałęm sam z rodzicami.
- Jedziesz jutro do cioci do Eagle Spa - oznajmiła mama, która nawet nie podeszła do mnie ani kroku bliżej.
- Ale... Co ty powiedziałaś? - krzynąłem - Powiedz, że się chcesz mnie pozbyć, no powiedz mi to prosto w twarz!
- Jak ty się zwracasz do matki? - przerwał mój wrzask ojczym.
Nie lubiłem go. Niszczył wszystko. Poprzez moje relacje z mamą do moich relacji samych z sobą. Był wysoki, dość potężny. Czarne dłuże włosy sprawiały, że każda mijająca go kobieta zawieszała na nim wzrok. Mamie sie to podobało.
- Nie odzywaj się do mnie - odpyskowałem mu.
- Słuchaj Daniel, jesteś prawie dorosły, a to co robisz... Musisz przemyśleć wiele rzeczy, nie sądzisz? - odważyła się do mnie podejść i powiedzieć całkiem łągodnym głosem mama.
- Na pewno wizyta u psychicznej ciotki mi pomoże - odwróciłem się i położyłem plecami do nich.
Usłyszałem tylko lekki parsknięcie człowieka, który zmienił moją matkę i jej szept. Jak bardzo ludzie wpływają na innych ludzi. A niby każdy uważa się za takiego asertywnego. Gówno prawda. Każdy idzie za czymś, a najgorsze jest to, że idzie za czymś, co go tak na prawdę pogrąża.
Zamknąłem oczy. Po policzakch zaczęły mi spływać łyz. Czułem się taki samotny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz